Kiedyś pierwszy fraktal na Atari, dziś klauzula sumienia — czy sztuka generatywna może się jeszcze rozwijać?
O tym, jak zaczynałem swoją przygodę z cyfrową sztuką, pamiętam jak przez mgłę. To był rok 1985, a ja, z ciekawością i niedowierzaniem, uruchomiłem mój pierwszy program generujący prymitywne fraktale na Atari 800XL. Magia polegała na tym, że na ekranie pojawiały się nieskończone wzory, które choć proste, wzbudzały we mnie poczucie, że właśnie odkryłem coś niezwykłego. To był mój pierwszy kontakt z potencjałem algorytmów do tworzenia sztuki, choć jeszcze wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak daleko to wszystko może mnie zaprowadzić.
Dziś, po ponad trzydziestu latach, patrzę na sztukę generatywną przez pryzmat nie tylko własnych doświadczeń, ale także rosnącego z nim zestawu wyzwań. Wraz z rozwojem technologii pojawiły się nowe narzędzia, platformy i możliwości, które wykraczają poza wyobrażenia dawnych pionierów. Jednak to, co mnie najbardziej niepokoi, to wyzwania związane z regulacjami, które zaczynają ograniczać artystyczną wolność i autentyczność. Czy te nowe przepisy, szczególnie koncepcja klauzuli sumienia dla algorytmów, nie staną się kolejnym kagańcem, który zepchnie sztukę generatywną na margines? A może to szansa na wyważenie moralnych dylematów i ochronę wartości, które w sztuce są najcenniejsze?
Regulacje AI i klauzula sumienia — czy to jeszcze sztuka czy cenzura?
W ostatnich latach mamy do czynienia z lawinowym wzrostem regulacji dotyczących sztucznej inteligencji. Rządowe inicjatywy, unijne projekty i międzynarodowe dyskusje coraz częściej skupiają się na tym, jak kontrolować algorytmy, które tworzą obrazy, muzykę czy teksty. Koncepcja klauzuli sumienia, czyli programowego ograniczenia zakresu twórczości AI ze względu na moralne lub etyczne przekonania jej twórców, brzmi jak coś, co miało chronić nas przed nieodpowiednimi treściami. Jednak w praktyce może się okazać, że stanie się narzędziem cenzury, które zamknie drzwi dla eksperymentów i innowacji.
Wyobraźcie sobie algorytm, który automatycznie odrzuca wszelkie motywy związane z przemocy, seksualnością czy polityką — wszystko, bo ktoś na górze uzna, że to nieetyczne. Problem polega na tym, że sztuka od zawsze była wyrazem sprzeciwu, wolności i własnych przekonań. Jeśli więc algorytmy będą miały wbudowane filtry sumienia, czy nie stanie się tak, że znikną najbardziej kontrowersyjne, ale i najważniejsze dzieła? Nie będzie już miejsca na artystyczne prowokacje, które zmuszają nas do refleksji i kwestionowania rzeczywistości.
Co więcej, pojawia się pytanie, jak zdefiniować, co jest moralnie dopuszczalne, a co nie? Przecież sztuka od początku była narzędziem do przekraczania granic i wywoływania dyskusji. Wprowadzając klauzulę sumienia do algorytmów, czy nie ryzykujemy, że w końcu powstanie sztuczna sztuka, pozbawiona duszy i głębi? To, co kiedyś było wyzwaniem dla artysty, dziś może stać się ograniczeniem dla maszyny, a to z kolei wpłynie na całą branżę — od twórców, przez galerie, aż po odbiorców.
Autentyczność w erze algorytmów — czy jeszcze ją czujemy?
Przez lata eksperymentowania z generatywną sztuką nauczyłem się, że kluczem jest autentyczność. To ona nadaje dziełu duszę, sprawia, że widz czuje coś więcej niż tylko wizualny efekt. Kiedy tworzyłem interaktywne instalacje, które generowały portrety na podstawie emocji ludzi, miałem poczucie, że oddycham razem z tym procesem. To było jak rozmowa z wyobraźnią, w której moje algorytmy odzwierciedlały moje własne przeżycia i emocje innych.
Teraz, gdy coraz częściej słyszę o regulacjach ograniczających zakres tego, co można tworzyć, zaczynam się zastanawiać, czy sztuka generatywna nie straci swojej autentyczności. Czy algorytmy, które mają wbudowane filtry sumienia, nadal będą mogły odzwierciedlać różnorodność i głębię naszego społeczeństwa? Jeśli tak, to czy nie dojdziemy do sytuacji, w której sztuka stanie się jedynie kopią tego, co jest „bezpieczne” i „poprawne”?
Ja osobiście uważam, że najbardziej magiczne w sztuce generatywnej jest właśnie ta nieprzewidywalność, chaos i odwaga artysty, by odważyć się na eksperyment. Gdyby algorytmy zaczęły odgrywać rolę cenzorów, czy nie zredukowałoby to tej magii do czegoś sztucznego, powierzchownego? Sztuka, choć tworzona przez maszyny, zawsze była lustrem, które pokazuje nasze lęki i nadzieje. Czy nie powinniśmy pozwolić jej na to, by była jak najbardziej autentyczna?
Techniczne niuanse, które mogą ocalić wolność — czy to możliwe?
W świecie sztuki generatywnej każda decyzja techniczna ma znaczenie. Na przykład architektura GAN — czyli sieci generatywno-adwersarialne — choć potężna, ma swoje ograniczenia etyczne. Niektóre algorytmy mogą odrzucać motywy zbyt kontrowersyjne, ale to wymaga ciągłej kalibracji i czujności. Podobnie, algorytmy stylizacji obrazu, które potrafią przemienić zdjęcia w malarskie dzieła, mogą mieć problem z odróżnieniem tego, co jest sztuką, a co przekracza granice moralne.
Z punktu widzenia danych treningowych — ich wybór i źródła — to właśnie one wpływają na bias algorytmu. Jeśli nie zadbamy o różnorodność, kończymy z powielaniem schematów i stereotypów. Co gorsza, wprowadzanie klauzul sumienia może ograniczyć dostęp do niektórych danych, a to z kolei wpłynie na kreatywność i autentyczność dzieł. Zabezpieczenia przed generowaniem deepfake’ów czy manipulacji to kolejne wyzwania, które muszą być rozwiązywane równocześnie z rozwojem wolności twórczej.
Warto też wspomnieć o kosztach obliczeniowych — generowanie wysokiej jakości sztuki wymaga mocnych kart graficznych, a ich ceny szaleją od czasu boomu na kryptowaluty. Dla niezależnych artystów to często bariera nie do pokonania. Na szczęście pojawiają się platformy typu RunwayML czy Artbreeder, które próbują ułatwić dostęp do narzędzi, choć i one mają swoje ograniczenia. Wreszcie, nowe algorytmy muzyczne — choć fascynujące — bywają kontrowersyjne, bo generują dźwięki, które mogą naruszać prawa autorskie lub wywoływać niepożądane emocje.
Nadzieja czy zagrożenie? Jak zachować równowagę?
Moje własne doświadczenia pokazują, że sztuka generatywna ma potencjał, by rozwijać się mimo regulacji, ale wymaga to od nas, twórców, ogromnej czujności i odpowiedzialności. Nie da się ukryć, że regulacje, choć mają swoje dobre intencje, mogą też zabić ducha eksperymentu, jeśli będą nadmiernie ograniczające. Jednak z drugiej strony, bez pewnych ram, łatwo można się zagubić w chaosie i nieodpowiedzialności. Kluczem jest dialog, otwartość i współpraca — zarówno między artystami, jak i programistami, prawnikami i regulatorami.
Ważne jest, byśmy nie oddali kontroli nad swoją kreatywnością w ręce maszyn, które mogą się okazać tylko narzędziami do powielania schematów. Zamiast tego powinniśmy tworzyć warunki, które pozwolą sztuce generatywnej rozwijać się w duchu autentyczności i różnorodności. Może warto byłoby wprowadzić mechanizmy transparentności, które pokażą, jakie ograniczenia i założenia mają nasze algorytmy? To pozwoliłoby na lepszy dialog i zaufanie.
Na koniec, nie zapominajmy, że najważniejszą rolą artysty jest przekraczać granice i inspirować innych. AI i regulacje nie mogą tego zatrzymać, jeśli tylko będziemy się tego trzymać. Przyszłość sztuki generatywnej w naszych rękach — pytanie brzmi, czy uda nam się zachować jej prawdziwego ducha, czy zamkniemy się w cyfrowych kloszach, które same wybraliśmy?